Członkowie Stowarzyszenia

Wrocławskie morsy chcą iść do prezydenta. Nie mogą się już kąpać w Morskim Oku

Wrocławskie morsy chcą iść do prezydenta. Nie mogą się już kąpać w Morskim Oku

Od czterech lat co weekend w sezonie jesienno-zimowym wrocławskie morsy kąpały w Morskim Oku przy ul. Chopina. Aż do tej jesieni, gdy to Spartan, który zarządza obiektem (bo właścicielem jest Młodzieżowe Centrum Sportu) odmówił morsom wstępu na obiekt.

Od czterech lat wrocławskie morsy kąpały się w Morskim Oku przy ul. Chopina. Co weekend (w sobotę oraz w niedzielę) do lodowatej wody wchodziło kilkadziesiąt osób. – Ze stowarzyszenia kąpało się zawsze około 40 osób. Jednak to nie wszyscy, gdyż w szczytowych chwilach przychodziło nawet dwieście osób, z czego około stu się kąpało. Zainteresowanie jest spore, co tydzień pojawiają się nowe osoby, które chcą się z nami kąpać – przyznaje Jerzy Parczyk ze Stowarzyszenia Wrocławskie Morsy.

Niestety, od jesieni tego roku morsy wejść do Morskiego Oka już nie mogą. Spartan, zarządca obiektu, odmówił im możliwości kąpieli. Teraz morsy kąpią się w rzece Oławie przy Kładce Siedleckiej (w okolicy ul. Krakowskiej). Chcą jednak wrócić na Morskie Oko, bo jak mówią, kąpiele cieszą się coraz większą popularnością i w Oławie brakuje im miejsca.

– Gdy jest lód, o wiele bezpieczniej jest wykuwać go na zbiorniku tj. Morskie Oko niż na rzece, która jednak ma swój nurt i nie możemy ryzykować, by komuś coś się stało. Poza tym na Morskim Oku mieliśmy więcej miejsca, był też teren do rozgrzewki – wylicza Jerzy Parczyk i dodaje, że morsy już prosiły Spartana, by jednak zgodził się na kąpiele w Morskim Oku. Niestety bez skutku.

– Po sezonie letnim obiekt przy ul. Chopina wyłączany jest z eksploatacji. 24 października tego roku wysłaliśmy odpowiedź do Stowarzyszenia "Wrocławskie Morsy" informując, że od 1 listopada obiekt będzie nieczynny. Zaproponowaliśmy wykorzystanie miejsc kąpielowych przy ul. Jeziorowej i Królewieckiej. Miejsca te są niedozorowane, ale doskonale przygotowane do prowadzenia takiej działalności. Dogodny dojazd środkami transportu, przygotowane zejścia na plażę co gwarantuje bezpieczne i łagodne wchodzenie do wody – wyjaśnia Maciej Moczko z WCT Spartan i dodaje w tej chwili nie ma zatrudnionej osoby, która pilnowałaby terenu (takie osoby trzeba było przenieść na inne obiekty tj. basen przy ul. Wejherowskiej).

Parczyk jednak odpowiada, że w obiekcie przy Królewieckiej są sinice, a przy ul. Jeziorowej jest zbyt duży uskok przy samym brzegu, co może być niebezpieczne. – Od czterech lat mamy ustną umowę z zarządcą Morskiego Oka, że z obiektu możemy korzystać. Dostaliśmy nawet kluczyk. Nikt nas nigdy nie pilnował. Nie było żadnego dozorcy. Jeżeli Spartana nie stać na zapłacenie takiej osobie, sami możemy pokryć te koszty – dodaje Jerzy Parczyk.

Spartan zaś odpowiada, że nie ma mowy o tym, by bez nadzoru ktokolwiek kąpał się w Morskim Oku. Maciej Moczko zaznacza, że nie wie też o żadnym kluczyku, który zarządca obiektu dał morsom.

– Kłódka została zmieniona, Spartan na odmówił nam wstępu na obiekt. Jeżeli dalsze rozmowy nie pomogą, to pójdziemy do prezydenta Wrocławia. Bo to nie chodzi tylko o nas. My, jako stowarzyszenie, możemy się zapakować i pojechać gdziekolwiek poza Wrocław. Jednak co z tymi dziesiątkami wrocławian, które przychodzą i chcą się z nami kąpać? Przecież ten obiekt należy do miasta, do mieszkańców, a my prowadzimy działalność użyteczności publicznej – mówi Jerzy Parczyk.

Żródło: GazetaWroclawska.pl